a ray of sunshine

Dzisiaj nie będzie lekko i zabawnie. Dzisiaj napiszę post, który będzie jednym z najważniejszych na tym blogu. Do napisania go przygotowywałam się już długo, a poprzedni utwierdził mnie w przekonaniu, że jednak warto, bo miłość nie zawsze musi być szczęśliwa. I choć ten etap dawno jest zamknięty, to dalej gdzieś siedzi w mojej głowie i spędza sen z powiek.

Tego samego dnia, w którym poznałam swojego obecnego faceta, poznałam kogoś jeszcze. I choć na początku ten drugi nie istniał, po czasie okazało się, że tak nie do końca. Bo cały czas gdzieś był i czekał na okazję. Z Ł. nie spotykaliśmy się już od dłuższego czasu. Pokłóciliśmy się o jakąś głupotę. Szczerze mówiąc jako siedemnastolatka byłam dość wyrafinowana. Obchodziły mnie tylko imprezy, alkohol i dobra zabawa. D. napisał. Niby przypadkiem, niby podesłał jakieś piosenki. Umówiliśmy się raz, drugi, trzeci i zostaliśmy parą. Po czasie przyznał się, że zrobił to tylko po to, aby zagrać na nosie dla Ł. Ale omotał mnie do tego stopnia, że wybaczałam mu wszystko. To, że wystawiał mnie do wiatru, nie przychodził na umówione spotkania. I uwierzcie mi, że nie było to łatwe. Byłam dziewczyną z zasadami. Ze swoim zdaniem i dość wysokim ego. Miałam mnóstwo koleżanek, kolegów i rodzinę, która stawała za mną murem. Od zawsze czytałam książki, więc nie tylko byłam oczytana i dość mądra, ale również szczupła i ładna. Stało się, uzależniłam się od niego. Nie nazwę tego miłością, bo to nie była miłość. Ani z mojej ani jego strony.

Byłam w klasie maturalnej, a on przed moją studniówką nie odzywał się do mnie przez tydzień, bo ćpał. Wtedy wybaczyłam po raz pierwszy. 

 Ja skończyłam szkołę i poszłam do pracy. Chciałam jak najszybciej uwolnić się od rodziców, więc po czasie zamieszkaliśmy razem. I już wtedy powinna zapalić mi się czerwona lampka, bo doskonale pamiętam, jak weszłam do naszego nowego mieszkania i zobaczyłam jak D. leży w łazience. Naćpany. Okazało się również, że stracił pracę. Dlaczego więc nie wróciłam do rodziców? Moja duma była zbyt wysoka. A to była brama do piekła, którą ja otworzyłam szeroko i wpuściłam wszystkie demony do swojego życia. Łudziłam się, że on przestanie. Sama ze swojej niewielkiej pensji utrzymywałam dom, nas. Często brakowało. Pracowałam po 7 dni w tygodniu, a kiedy wracałam do domu, zastawałam jego naćpanego w łóżku. Nie miałam co liczyć na obiad, posprzątanie. Teraz zastanówcie się proszę nad uzależnieniem. On był uzależniony od narkotyków, ja od niego. Nie bronię siebie absolutnie. Wiem, że byłam głupia. Co więc mnie przy nim trzymało? Do dziś nie wiem.

Kiedy znalazł pracę, pojawiło się światełko w tunelu. Będzie lepiej, myślałam. Nie było. Było jeszcze gorzej. Kiedy ja straciłam pracę i wyjechałam na parę miesięcy do innego miasta i innej pracy, stał się jeszcze gorszy. Bez nadzoru mógł ćpać do woli. Zaniedbał dom, zniszczył wiele rzeczy. Kiedy wróciłam, ubzdurał sobie, że go zdradzam. Nie zdradziłam ani razu. Do dziś pamiętam dźwięk rozdzieranego materiału moich majtek i mój strach gryzący w gardło. Łzy, których nie dało się powstrzymać. Nie, nie zgwałcił mnie. Uciekłam do rodziców. Ale wróciłam. 

Na początku było pięknie, nie ćpał. Ale po czasie byle różnica zdań prowadziła do tego, że wracał do domu nad ranem naćpany i pijany w trupa. Wiele razy znalazłam go przy kiblu, ledwo przytomnego. W czasie ciągu nie dbał o siebie. Przez dwa tygodnie chodził w tych samych ciuchach. Nie mył się. Nie spałam z nim w jednym łóżku i nigdy do tego wspólnego łóżka już nie wróciłam. Pamiętaj doskonale jak zamknęłam się przed nim w łazience i żeby nie łut szczęścia, dziś miałabym blizny na twarzy. Rozbił szybę tuż nad moją głową.Po kolejnym poniżeniu i pobiciu mnie, o czwartej nad ranem w piżamie i z psem na rękach uciekłam do rodziców. Nie zabrałam właściwie nic. I tu historia powinna się skończyć, ale niestety. Przychodziłam do niego, odwiedzałam go. Można powiedzieć, że nawet się trochę ogarnął, bo zrozumiał, że nie wrócę, jeśli nie przestanie.

Na początku napisałam, że byłam dziewczyną z zasadami. No właśnie, byłam. Bo wtedy zniszczył mnie do tego stopnia, że nie miałam nic. Ani znajomych, bo po entej próbie spotkania się ze mną, odpuszczali. Ani poczucia własnej wartości ani własnego zdania. Byłam wrakiem człowieka, który miał świadomość tego, że jest w bagnie, ale nie potrafi z tego wyjść. Przytyłam, nie dbałam o siebie, a dnie spędzałam w łóżku obżerając się słodyczami. Żebyście mieli świadomość tego, jak bardzo byłam zniszczona... Któregoś razu wybrałam się z mamą na rower. Nie przejechałam nawet dwóch kilometrów, bo nie mogłam oddychać z braku kondycji. Powtarzałam sobie w głowie, że go zostawię, że czas najwyższy. Niestety, trwałam wiernie u jego boku. Na pomoc nie mogłam liczyć. Kiedy pisałam do jego matki, żeby pomogła coś zrobić. Albo przychodziła i wyzywała mnie od najgorszych albo odpisywała czy moja matka też pisze do teściowej, jak ma problem z moim ojcem. Moi rodzice nawet nie chcieli go widzieć. 

Zostaliśmy zaproszeni na chrzciny córeczki mojej koleżanki. Ja jako fotograf, on jako osoba towarzysząca. Napił się do tego stopnia, że rzygał i wszczął burdę. Jak mi było wstyd! Na tej imprezie poznałam też chłopaka, z którym świetnie się bawiłam, kiedy D. poszedł do domu. Szybko znaleźliśmy wspólny język i na drugi dzień zaczęliśmy się spotykać. I dopiero wtedy zaczęło do mnie docierać, że normalne życie tak nie wygląda. Miłość nie polega na maltretowaniu i znęcaniu się nad drugą osobą. Przecież ja też zasługuję na szczęście! Nie miałam odwagi pójść do D. i powiedzieć mu prosto w oczy, że odchodzę. Napisałam wiadomość i wyłączyłam telefon. Przepłakałam cały dzień, ale na drugi Poczułam jakby ktoś uwolnił mnie z więzów, które pętały mnie przez ostatnie 6 lat. Zaświecił dla mnie promyk słońca. Z tamtym chłopakiem nie mamy już kontaktu, ale z całego serca dziękuję mu, że mnie uświadomił. 

D. dopiero po dwóch miesiącach ogarnął się, że mnie już w jego życiu nie ma. Próbował mnie nachodzić, ale ja już wtedy wynajęłam swoje mieszkanko. Próbował straszyć, bałam się, ale szybko dałam mu do zrozumienia, że ja naprawdę nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Odpuścił, a ja zaczęłam się realizować jako fotograf. Pięknie brzmi, prawda? No cóż... Jak już wspominałam byłam wrakiem człowieka. Brakowało niewiele, a stałabym się alkoholiczką. Piłam na umór, do pracy chodziłam na kacu, a po pracy piłam dalej. Jednak któregoś dnia wstałam i pomyślałam sobie: cholera jasna dziewczyno, zrób coś ze sobą! I zrobiłam. Od tamtej pory piję niewiele. Okazyjnie. Nie upijam się w sztok, a po dwóch piwach czuję się na drugi dzień jak zwłoki. 

Poszłam na kurs prawa jazdy. Zdałam je, kupiłam samochód. Odzyskałam stare koleżanki, które bez słowa przytuliły mnie w ramiona i o nic nie pytały. Rodzinę, którą przez niego straciłam, odzyskałam i mamy ze sobą cudowny kontakt. Jestem tu gdzie jestem i tak JESTEM SZCZĘŚLIWA. 

Czy będę teraz prawić morały? Nie. Nie znam złotego środka na wyjście z toksycznego związku. Do tego potrzeba mnóstwa siły i odwagi, a i tak po wszystkim będziemy czuć się jak gówno. Nie mam też odwagi pisać o tym co dobre, a co złe. Sama byłam przez sześć lat głupia, naiwna i nie dość silna, aby to skończyć. Głucha na wszystkie rady i uzależniona. Jedyne co mogę powiedzieć osobom takim jak ja, aby zastanowiły się nad tym czy tak wygląda prawdziwe życie? Czy mimo wszystko nie zasługujemy na szczęście? Na kochającego nas partnera, bez względu na nasze wady? To nie jest tak, że łobuz kocha najbardziej. Jeśli podniósł rękę na Ciebie raz, jeśli wyzwał Cię choć raz... Zrobi to znowu. Osoby takie nie mają szacunku do samego siebie i będą próbować pozbawić Cię go również. Takie osoby nie kochają Ciebie. Siebie też nie. To oni są przestraszeni, że Ty odejdziesz i nie znają innego środka by Cię zatrzymać. I być może wybaczysz wiele razy, tak jak ja, ale nie zapomnisz. Będzie to w Tobie siedzieć i dusić od środka. Na pewno też spędzicie ze sobą miłe chwile, ale wtedy proszę spójrz w niebo i pomyśl czy warto stracić siebie dla tych złudnych chwil? 

Wracając do D... Wiele razy słyszałam od niego i od jego matki, że ćpał przeze mnie. To nie prawda. Okazało się całkiem niedawno, że ćpał długo przed tym jak mnie poznał. W tej chwili nie wiem co się z nim dzieje, czy mu się wiedzie czy leży zaćpany. Nie wiem i nie chcę tego wiedzieć. 


252 komentarze:

  1. Poruszyła mnie Twoja historia. Przypomina mi trochę mój związek na niby. Bo ja go kochałam a jemu chodziło tylko o to by zrobić na złość bratu. Tkwiłam w tym chorym uczuciu 4 lata, dopiero od tamtego roku zaczęłam się od niego uwalniać, mimo to nadal jak czasem spotykam go gdzieś w sklepie serce wali jak szalone. Ciężko jest się wyzbyć uczucia do osoby, która nas nie szanuje. Miłość już taka jest, kochasz kogoś nawet gdy ktoś Cię rani. Dobrze, że Tobie udało się wyrwać z tego toksycznego związku. Podziwiam Cię za odwagę i determinację :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plus to wielka rzecz podzielić się swoją traumą i przeżyciami na blogu :) Jesteś bohaterką :)

      Usuń
    2. Mi serce również waliło na jego widok, ale ze strachu. Przez dłuższą chwilę miałam tak, że choćbym zobaczyła cień jego sylwetki, uciekałam w inną ulicę. Do tej pory nie rozumiem jak można tak krzywdzić człowieka. Zastanawiam się jednak po co to wszystko było Twojemu byłemu? Przez cztery lata robił na złość? Tacy ludzie powinni mieć specjalnie miejsce w piekle.

      Usuń
    3. Masz rację, powinien wylądować w piekle za to jakie piekło urządził mi wtedy. Ale jestem zdania, że prędzej czy później karma go dopadnie ;)

      Usuń
    4. Na pewno dopadnie, karma nie odpuszcza :)

      Usuń
  2. Najważniejsze, że znalazłaś odwagę, by o tym napisać, to jak pozbycie się balastu z duszy.
    Nigdy nie wiemy, co może nas spotkać, każdy może znaleźć się w takiej sytuacji, ale nie każdy wychodzi z tego cało.
    Trzymam kciuki, abyś nie tyle zapomniała, bo pewnie się nie da, ale abyś mogła spokojnie już żyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był ciężki post, powrót do przyszłości. Myślę, że każdy z nas, kto był ofiarą, wychodzi z tego rozsypany na mnóstwo kawałeczków, które może pozbierać tylko wsparcie bliskich osób. Dziękuję bardzo :)

      Usuń
  3. Toksyczne związki nigdy nie są dobre :( Współczuje takiego przeżycia z takim facetem

    OdpowiedzUsuń
  4. Toksyczna relacja. Bardzo niszcząca. Jak w ogóle można komuś wmawiać, że ktoś się uzależnił przez niego? A co on swojego rozumu nie ma? Są to brał, nie podawałaś mu dożylnie, ani w nos nie wpychałaś. Ty się uwolniłaś, odzyskałaś znajomych i rodzinę, ale ile jest takich dziewczyn, które dają się krzywdzić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się nazywa manipulacja, obarczenie winą drugą osobę. On powtórzy Ci 10 razy, że to wszystko przez Ciebie, a Ty za tym 10 razem mu uwierzysz. Dziewczyn jest mnóstwo. Ale nie tylko dziewczyn. Statystyki zaskakująco pokazują, że duzo mężczyzn jest również ofiarami przemocy. Tylko się o tym nie mówi, bo w społeczeństwie utarło się, że kobieta jest słaba.

      Usuń
    2. Niestety, ludzie wykorzystują, wiedzą, że mogą, i korzystają. Zgadzam się. Pisałam o przemocy pracę licencjacką.

      Usuń
    3. Zastanawiązując mnie jak można być tak wstrętnym człowiekiem.

      Usuń
  5. Poruszająca i przykra historia :( Najważniejsze, że wyszłaś na prostą, że uświadomiłaś sobie gdzie i w czym tkwi bład, że miałaś... odnalazłaś w sobie siły aby ratować swoje zycie ale i odwagę by o tym napisać... To wielkie i piękne świadectwo... życie jest nieprzewidywalne... nie wiemy co ze sobą przyniesie i nie możemy być na to przygotowani... często zaskakuje i to negatywnie ale też uczy... to surowy nauczyciel ale chyba najlepszy... Trzymam kciuki abyś nie traciła wiary w siebie, nie traciła siły i nie zapomniała co jest dlaCiebie wazne... oby teeraz było tylko lepiej :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po prostu zdałam sobie sprawę, że takich ofiar jest mnóstwo. Jeśli przekażę swoją historię, a nie utarte schematy, być może ktoś przeczyta ten wpis i jeśli choć jedną duszyczkę dałabym radę uratować, to będę dumna. Nagłośnianie takich spraw jest ważne. Reszcie ku przestrodze. Dziękuję kochana za ciepłe słowa ❤️

      Usuń
    2. Niestety nie każdy jest w stanie dojsć do takich wniosków, zobaczyć to a potem mieć siłę aby się uwolnić.... :( Niektóre osoby nie widzą a jeśli zobaczą to boją się z tym skończyć... inne nie chccą bo tak silnie są uzależnione :(

      Nie ma za co :*

      Usuń
    3. Do tego aby odejść od takiej osoby, trzeba nie wyobrażalnej siły. A skąd ja wziąć, kiedy ofiarą jest tak mocno zniszczona psychicznie? Często pojawia się też syndrom sztokholmski. Im dalej ofiarą zabrnie w chory związek tym ciężej jest jej się uwolnić. Potrzeba wsparcia, bardzo dużo wsparcia takiej osobie. To nie jest tak, że nie chcą, ale ich niska samoocena, strach przed samotnością wszystko utrudnia. A w głowie mysl: ty jesteś beznadziejna, nie znajdziesz nikogo, będziesz sama do końca, to wszystko przez Ciebie, on nie jest zły, to Ty przesadziłaś. Niestety, to bardzo przykre, ale tak działa.

      Usuń
    4. Znam taką osobę.... to już uzależnienie psychiczne i ta osoba nie wyobraza sobie zycia bez tamtej.... odnośnie tych myśli o których piszesz to znam przypadek kiedy ojciec tak mówił córce... myślał ze ją tym motywuje a ona coraz bardziej przybita chodziła i cały czas chciała udowodnić ojcu ze jest coś warta, że taka nie jest ale co by nie zrobiła to zawsze była tłamszona nawet jak szło jej dobrze.. a jak poszło rewelacyjnie to ojciec zaskoczony, ze jej się udało..... :(

      Usuń
    5. Ten drugi przypadek znam z autopsji. Moja mama wiecznie mówiła mi, że jestem gruba. No może delikatniej, ale wiecznie sugerowała, że mam za duzo kilogramów. Będąc nastolatką, nie było to dla mnie miłe i próbowałam wszystkiego, aby schudnąć, choć nie nigdy nie ważyłam dużo. Później zachorowałam na żołądek i schudłam całe 15kg. Mama przejrzała na oczy, przeprosiła za swoje zachowanie, a teraz każdy spadek mojej wagi ją martwi.

      Usuń
    6. Ojej.. aż 15 kg? Mam nadzieję, że nie odbiło się to jeszcze bardziej na Twoim zdrowiu, że nie było żadnych powikłań, dodatkowych schorzeń :( Wiem co to znaczy mieć problemy z żołądkiem i co z tym idzie - czasem jak duży spadek wagi :( Przykro mi... odnośnie Twojej Mamy jak i tego typu zachowań to rodzce chcą dobrze ale niestety nie zawsze wiedzą jak to wyrazić, jak prawidłowo postępować i efekt może być odwrotny a nie każdy potrafi przyznać się do błędu :(

      Usuń
    7. Poważnych schorzeń raczej nie mam, ale okresu choroby nie wspominam miło. Wyglądałam jak wieszak na ubrania, więc teraz wolę mieć kg za dużo i być zdrowa :) Rodzice czasami chcą aż zbyt dobrze, nie zdając sobie sprawy, że wyrządzają krzywdę dziecku. Chociaż istnieją też przypadki, że poprzez dzieci rodzice spełniają swoje marzenia.

      Usuń
    8. Teraz niby masz za dużo? Gdzie? :) Ale anoreksja/bulimia? Nic z tych rzeczy? Jeśli to tajemnica to nie odpowiadaj ;)

      Miłość, która krzywidzi..... i taka bywa.. z tym ze rodzice przez dzieci spełniaja swoje marzenia i ambicje to słyszalam... rodzice nie zdają sobie sprawy ze krzywdzą dzieci

      Usuń
    9. Żadna tajemnica, bo nic z tych rzeczy - na szczęście :) pracowałam w fabryce kopert. Smród acetonu, kleju i spirytusu miałam na codzień. I mój żołądek nie wytrzymał. Miałam ostre przewlekłe zapalenie żołądka. Również helicobacter. Jedzenie sprawiało mi ból niesamowity. I niestety wyszło tak, że ważyłam nieco ponad 40kg. Nie wiem czy mam za dużo, na pewno wyglądam zdrowo :D

      Nadmierna miłość również krzywdzi.

      Usuń
    10. Od tego smrodu to można się zatruć... ból glowy to pikuś.. to trucizna :( Współczuje takich przeżyć.... :( Ponad 40 przy wzroście?
      Wyglądasz zdrowo, czujesz się zdrowo i to najważniejsze :D

      Zgadza się...

      Usuń
    11. Przy wzroście 160. Dokładnie :)

      Usuń
    12. Na szczęście już jest ok ;)

      Usuń
    13. I może być tylko lepiej :)

      Usuń
    14. I oby było :)

      Jak samopoczucie? :)

      Usuń
    15. Dopiero się przebudzam, a jak u Ciebie? :)

      Usuń
    16. Długo pospałaś :)


      Ja od rana na nogach i już obiad sobie ugotowałam xD

      Usuń
    17. Pracuję do późnej nocy. Dopiero o 2 w nocy byłam w domu. Ja dopiero jadę na zakupy 😏

      Usuń
    18. A jak sytuacja z tym o czym mówią media?

      Usuń
    19. U nas w landzie tego nie ma. W sklepach trochę pustki, ale nie jest źle :) Jak sytuacja w Polsce ?

      Usuń
  6. Współczuję przeżyć z takim facetem i podziwiam, że znalazłaś w sobie siłę, żeby odejść i opisać wszystko na blogu. Życzę wszystkiego dobrego :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Temat, który podjęłaś jest bardzo ważny. Wiele kobiet, ale pewnie i mężczyzn, tkwi w toksycznych związkach, z których nie chcą się wyrwać. Przez dłuższy czas wydaje im się, że wszystko jest ok, że przecież ta druga strona nas kocha i nie chce dla nas źle. Ocknięcie niestety często przychodzi za późno. Mam nadzieję, że na ten wpis trafi "odpowiednia" osoba.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest tak, że nie chce się wyrwać. To jest tzw Syndrom sztokholmski. Uzależnienie od oprawcy. Chcę odejść, kiedy mnie bije i poniża, ale zostanę, bo może nie jest złym człowiekiem, przyniósł mi kwiaty. Psychika ofiary jest tak zniszczona, że nie jest właściwie zdolna myśleć samodzielnie. A jej samoocena spada do zera. Ja byłam silną kobietą przed wszystkim. Zawsze mówiłam, że nie dam się tak poniżać, a o uderzeniu nie było mowy. Oprawcy doskonale wiedzą jak działać. Ja również mam taką nadzieję, że dotrze choć do jednej osoby, która tkwi w takiej relacji. Pozdrawiam

      Usuń
  8. Szanuję Cię za odwagę i szczerość. Dobrze że o tym napisałaś. Poruszyłaś mnie to opowieścią. Cieszę się że wyszłaś na prostą i możesz normalnie żyć. Życzę Ci wszystkiego dobrego i żeby już nigdy coś podobnego Ci się to nie przytrafiło .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję z całego serduszka. Nauczona doświadczeniem odcinam się od złych ludzi. Pozdrawiam cieplutko ❤️

      Usuń
  9. Brawa dla ciebie kochana za to, że znalazłaś w sobie siłę, aby o tym napisać. To bardzo ważny krok na drodze do zamknięcia tego etapu na zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  10. Trafiła do mnie Twoje historia. Też byłam w toksycznym związku prawie 3 lata - na odległość i w dodatku, po pewnych wydarzeniach, bałam się swojego chłopaka. Nie potrafiłam jednak tego przerwać i wmawiałam sobie, że jest przecież dobrze. Dopiero przy obecnym mężczyźnie z którym idzie nam już 3 rok widzę, jak wygląda zdrowy, szczęśliwy związek i że tak wygląda przede wszystkim normalny związek. Cieszę się, że i u Ciebie jest lepiej :) Trzeba mieć odwagę by coś takiego napisać publicznie i pokazać to z czymś się zmierzyliśmy oraz że pokonaliśmy dany problem :)
    Wpadnij do mnie - FotoHart

    OdpowiedzUsuń
  11. Najgorsze jest, że ofiarą obwinia siebie za wszystko, co robi oprawca. I nie potrafi się wydostać z błędnego koła. Cieszę się, że dałaś radę wyrwać się z tamtego związku. Jesteś silną kobietą, pamiętaj o tym :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dosyć szybko decydowałam się na zamieszkiwanie z facetami ponieważ nie chciałam tracić czasu. To było z mojej strony wyrafinowanie i wyrachowanie. Miałam ochotę przekonać się prędko, czy się dotrzemy, bo na randkach wiele można ukrywać. Lecz to już wszystko wiesz o mnie, bo ostatnio o tym pisywałam to tu to u siebie.

    Raz np. jedną z tajemnic ówczesnego chłopaka był alkoholizm no i ćpał czasami. Nie minął miesiąc, a wyprowadziłam się. To jest właśnie ego moim zdaniem. I na pewno brak miłości.
    wiem od wspólnych znajomych , którzy go niekiedy widują, że mieszka na ulicy i cały czas pije.

    Mam za sobą całą masę rozstań. Musiałam odchodzić, inaczej przegrałabym samą siebie. Czasem się zastanawiam, co mnie ciągnęło do zdegenerowanych mężczyzn... W sumie do czasu byłam niczego nieświadoma.

    Raz byłam w związku, z którego nie miałam siły wyjść, miałam 17 lat. Był despotą, zrujnował mi prywatne życie, pozbawił możliwości decydowania o sobie. Decydował nawet o tym jak mam się ubierać, niby "służąc radą", ale kiedy się im uchylałam, krytykował mnie. Chciał mnie zmieniać podług własnych gustów. Kiedy zebrałam się na to aby z nim zerwać po trzech latach, poczułam tak wielką ulgę, że pamiętam to uczucie aż do dzisiaj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam Cię za siłę, którą miałaś w sobie, aby uwolnić się od tych destrukcyjnych mężczyzn. To chyba tak działa, że kobietę względnie ciągnie do tych pozornie silnych mężczyzn. Niestety, częściej bywa, że musimy brać nogi za pas, żeby od nich uciekać. Jak sama się przekonałaś, można niszczyć kogoś psychicznie, nie tylko fizycznie. Dla takich ludzi powinno być specjalnie miejsce w piekle. Och, gdybyśmy wtedy miały tą mądrość co mamy dziś!

      Usuń
    2. Gdybym umiała się szybciej orientować, nie byłoby tych wszystkich bezsensownych związków. Tak naprawdę dopiero teraz jestem szczęśliwa, po trzydziestu latach z właściwym, normalnym facetem.

      Usuń
    3. I to najważniejsze. Znalazłaś swoje miejsce na ziemi i ukoje je. Przeszłość trzeba zostawić za sobą. W życiu kieruję się zasadą, że jeśli nie mamy na coś wpływu, nie należy się tym przejmować. Na przeszłość nie mamy. To tylko cenna lekcja, aby wiedzieć jakich błędów nie popełniać.

      Usuń
    4. Tamte lekcje są do tego stopnia bezużyteczne, że nie dość iż są przeszłością, na którą nie mam wpływu (więc nie ma sensu się nad tym zastanawiać), to jeszcze przecież nie zamierzam szukać sobie faceta, więc jakby po nic mi tamto doświadczenie. To była zupełna porażka. 😅

      Usuń
    5. Porażki też w jakiś sposób nas kształcą :) Ale cieszę się, że Twoje życie ułożyło się tak, że przeszłość jest bezużyteczna :)

      Usuń
  13. Bardzo Ci współczuję, i wierzę że było ci ciężko odejść. Sama nie wiem co bym zrobiła w takiej sytuacji. Na pewno gdy bym taką osobę kochała to było by mi tak ciężko jak tobie. Myślę, że trzeba o tym rozmawiać bo to nie łatwy temat.

    U mnie we wpisie moim "wiatrem" jest mój najlepszy przyjaciel, bardzo go kocham (chociaż mam męża) i ciężko mi zrezygnować z tej przyjaźni, bo jak już jest to jest cudowny. Nie można go porównywać do tej sytuacji, ale po prostu może jakoś inaczej to tam u mnie odebrałaś ;).
    To można trochę porównać do tej twojej sytuacji z obecnym chłopakiem - taka przyjaźń na zawsze ;). Ściskam 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z perspektywy czasu wiem, że nie była to miłość. Raczej uzależnienie, na które nie ma tabletek.

      Więc życzę Ci, żeby ta przyjaźń trwała już zawsze :) Również ściskam! 😘

      Usuń
  14. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło...czasem potrzeba czasu,żeby dojrzeć do pewnych decyzji,swoje przeszłaś,ale po burzy zaświeciło dla Ciebie słońce i to najważniejsze :-) Ściskam ;*)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, została cenna lekcja. Już wiem jakich błędów nie popełniać :) ściskam 😘

      Usuń
  15. Tym bardziej należą Co się słowa uznania, że mimo wszystko dałaś radę odejść od niego, pomyśleć o sobie i znów zacząć żyć i być szczęśliwą. I oby już tak pozostało na zawsze. Wiele złego w życiu przeszłaś, współczuję. Nie mnie oceniać drugiego człowieka, bo łatwo jest komuś coś radzić, a nigdy nie wiemy jak sami byśmy się w danej sytuacji zachowali...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz ja zawsze byłam przekonana, że nie dam nikomu się skrzywdzić. A jeśli facet podniesie na mnie ręce, to prędzej je straci niż to zrobi. Nie rozumiałam kobiet, które dawały się tak krzywdzić. Nie rozumiałam dopóki nie znalazłam się w takiej samej sytuacji.

      Usuń
  16. Trudno mi cokolwiek napisać, bo właściwie co? Okazałaś się silniejsza od niego, zawalczyłaś o siebie i to doświadczenie, choć nadal zapewne bolesne, teraz już jest za Tobą. Wyszłaś z tej walki zwycięsko i to należy pamiętać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, to najważniejsze :)

      Usuń
    2. Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
    3. a tak na marginesie - więcej pisz, bo super tu u Ciebie

      Usuń
    4. Kochana, miałam lekkie zawirowania. Ale myślę, że jeszcze dziś pojawi się nowy wpis :)

      Usuń
  17. Brawo za odwagę :-) Na pewno było Ci ciężko.

    OdpowiedzUsuń
  18. Często w takich sytuacjach mówimy: być młodym, ale mieć umysł dojrzałego człowieka. Choć to piękna idea, ale bardzo niepraktyczna. I nierealna. Młodość chce zawojować świat. Zawsze tak było, jest i będzie. I musi to robić na swoich zasadach. Czasem się sparzyć, ale dzięki temu zdobywać doświadczenie życiowe. I uczyć się na błędach. Nasi rodzice, choć dziś starają się nam dawać dobre rady i denerwują się, gdy ich nie słuchamy, mając te "dzieścia" lat byli tacy sami jak my. A my, będąc w ich wieku, będziemy do nich podobni. Niesprawiedliwe jest to, że błędy czy potknięcia nie są rozdzielane sprawiedliwie. Pocieszeniem, że większość z nas potrafi wyciągać wnioski z porażek. Tobie się udało i chwała Ci za to. Przykre, że musiałaś czekać na swoje szczęście. Ale, jak napisała poetka:
    Życie nie stawia pytań,
    życie po prostu jest...
    Czasem zębami zgrzyta,
    a czasem łasi się jak pies.

    P.S.
    Chyba trochę na wyrost stanąłem na barykadzie po stronie młodych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękny cytat. Tak idealnie pasujący. Nie wydaje mi się, żeby to było na wyrost. Nie na darmo się mowi: byłem młody, byłem głupi. Kiedy mamy popełniać błędy jak nie za szczeniaka? Z jednej strony po to jest życie, żeby je przeżywać i uczyć się na błędach. Przecież co nas nie zabija to nas wzmocni. Nie ma jednak co żałować przeszłości i trzeba cieszyć się przyszłością :)

      Usuń
    2. Po prostu jestem w wieku "Starość nie istnieje, to zaledwie brak młodości" :)

      Usuń
    3. Nie starzeje się ten, co ma młodą duszę :)

      Usuń
  19. Smutne wspomnienia, dobrze jednak, że postanowiłaś je opisać. Miłość potrafi zniewolić. Sądzę, że gdybym to była ja, taki partner zniszczyłby mnie doszczętnie!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że nigdy nie wplątasz się w podobną historię :)

      Usuń
  20. Naprawdę trudny temat. Gratuluję, że znalazłaś sobie w końcu siłę, żeby go zostawić. W sytuacji, w jakiej byłaś, jest tylko jedna dobra rada, ale zdaję sobie sprawę, że doradzanie z boku to zupełnie co innego, szczególnie że toksyczny partner potrafi manipulować. Na pewno pomogło, że miałaś koleżanki i rodzinę, do których mogłaś wrócić - wsparcie to chyba najważniejsze, co można zaoferować takiej skrzywdzonej osobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jedyne. Osoba uzależniona od drugiego człowieka jest głucha na wszystkie rady i słowa. To jest tzw syndrom sztokholmski. Pobił mnie, ale dał mi kwiaty. Nie jest taki zły. To moja wina, że mnie uderzył. Na swoim przykładzie wiem, że bliscy mogą gadać sobie do woli. Jeśli ofiara sama nie przejrzy na oczy, nic nie zmieni jej postępowania. Jak ćma do światła będzie lecieć do swojego oprawcy. Nawet mając świadomość tego, że się spali.

      Usuń
  21. Na pewno ten wpis wiele Cię kosztował, ale może ta historia skłoni kogoś do przemyśleń, do zmian. To smutna i zarazem straszna historia, ale najważniejsze jest to, że w porę zrozumiałaś swój błąd, że miałaś w sobie siłę i odwagę na zamiany. Dobrze, że teraz to jest już tylko niemiłym wspomnieniem, że układa Ci się coraz lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli mój post miałby uratować choć jedną duszyczkę, byłabym wdzięczna losowi, że zdecydowałam się to opisać. Najcenniejszą lekcją w życiu jest samo życie :)

      Usuń
  22. Czasami warto pozbyć się zbędnego balastu i napisać o tym, co leży na sercu.

    OdpowiedzUsuń
  23. Szkoda że zabrał ci tyle lat życia i zniszczył tak wiele. Wiem jak silne potrafi być uzależnienie i toksyczny związek. Podziwiam za siłę. Mam nadzieję, że już wyczerpałaś limit złych doświadczeń i teraz tylko same dobre cię czekają :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Zdecydowanie to był toksyczny związek, brawo za siłę by zerwać tę relację i otworzyć się na nowe, lepsze życie! Teraz musi być już tylko słonecznie!
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  25. Rozumiem, że masz za sobą ciężkie doświadczenia i współczuję problemów, jakie przyniosły toksyczne relacje z byłym partnerem. Podziwiam za odwagę i siłę, że udało Ci się to zakończyć. Najważniejsze, że masz to za sobą, a teraz jest przy Tobie ktoś, na kim faktycznie możesz polegać. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie za miłe słowa :)

      Usuń
    2. A co do tamtego pana, przez którego tyle przeszłaś, masz rację, że jego problemy z używkami nie były Twoją winą, zwłaszcza że to działo się przed rozpoczęciem związku. Niektórym jednak łatwiej jest obwiniać kogo innego - czasem, by zagłuszyć świadomość własnych błędów. Słusznie też postępujesz, nie wnikając w jego dalsze losy. Zamknęłaś ten toksyczny rozdział definitywnie i bardzo dobrze.

      Usuń
    3. Nigdy nie można patrzeć w ten sposób, że oprawca robi złe rzeczy przez nas. Tym bardziej, że ja tego gówna nigdy nie ruszyłam. To się nazywa manipulowanie.

      Usuń
    4. Dokładnie, to po prostu manipulacje. Też miałam zresztą nieprzyjemne doświadczenia związane z byciem manipulowaną, lecz akurat w innego rodzaju sprawach.

      Usuń
    5. Ja zastanawiam się jak trzeba nisko cenić siebie, aby manipulować innymi.

      Usuń
  26. Naprawdę nie wiem jak to jest, czemu tak często się zdarza, że prawdziwie silne kobiety, które mają poczucie własnej wartości, lub tak im się wydaje, które mają świadomość, że są mądre i piękne trafiają na takich facetów. Rzekłoby się, że kobiety lubią łobuzów. Czemu więc, skoro rozum mówi nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że tak naprawdę są silne na zewnątrz. W wewnątrz tkwi w nich dalej mała dziewczynka, która chce, aby ktoś się nią zaopiekował. Oprawcy to zręczni manipulatorzy, którzy doskonale wiedzą jak omotać ofiarę, która po czasie bez nich czuje się bezużyteczna.

      Usuń
    2. No tak, ale jednak miałaś świadomość, że jesteś ładna, że jesteś mądra, wykształcona, oczytana. Wiedziałaś o tym, nie udawałaś tego, prawda?

      Usuń
    3. Oczywiście, że nie. Ale kobiety silne na zewnątrz, niekiedy w środku są miękkie i bardzo łatwo je złamać. Jeśli codziennie usłyszysz jaka jesteś beznadziejna, gruba, brzydka, głupia itd, to czy po czasie nie zaczniesz w to wierzyć?

      Usuń
  27. Najważniejsze, ze teraz jestes silniejsza i szczęśliwa ☺

    OdpowiedzUsuń
  28. Bardzo mnie poruszyła Twoja historia. On próbował siebie wybielić kosztem Ciebie. Bądź dzielna, bądź szczęśliwa! Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Czytając to ,byłam nie tylko poruszona ale miałam Deja vu - sama mam za sobą podobne przeżycia ,tj związek
    No może mój ex nie imprezował aż tak bardzo ale też nieźle dał mi popalić - nawet dochodziło do przemocy fizycznej ,z jego strony
    Cóż na szczęście mam już to dawno za sobą ,zresztą tak Ty ☺
    Najważniejsze że jesteś szczęśliwa ☺
    Pozdrawiam i obserwuje
    Lili

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze, że się uwolniłyśmy i teraz możemy iść śmiało przez życie :) Życzę Tobie wszelkiej pomyślności, szczęścia i prawdziwej miłości 😘

      Usuń
  30. brrr aż wzdryga to co przeczytałam... całe szczęście że udało Ci się uciec od tego chorego związku i toksyki. Facet powinien był wsparciem opoką a nie strachem, przed którym uciekasz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda bliska osoba powinna taka być. Jeśli jest inaczej, trzeba jak najszybciej się od niej uwolnić :)

      Usuń
    2. niestety sporo osób boi się uciec. I tkwią w czymś takim długo długo

      Usuń
    3. Otóż to. Bo czują się bezwartościowe i myślą, że nigdy nie poradzą sobie bez oprawcy. Te skubańcy doskonale wiedzą jak działać.

      Usuń
    4. swoją drogą to też wymaga nie lada planu prawda? Takie szantażowanie i zastraszanie ofiary, którą powinni kochać

      Usuń
    5. Owszem, wymaga i zastanawia mnie jak to im się udaje. Te manipulowanie. Co siedzi im w głowie, czy nie mają wyrzutów sumienia?

      Usuń
  31. Jezu, no nie żartuj? Jeszcze wmawianie Ci, że to przez Ciebie. Poniżej jakiegokolwiek poziomu. Cieszę się, że dałaś radę i zawalczyłaś o swoje szczęście. Niesamowita historia, która powinna być dla innych przestrogą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oprawcy tak mają. Nigdy nie są winni. To ofiarą jest winna. I ofiarą po czasie tak naprawdę się czuje. Taką mam nadzieję, że mój post taki będzie :)

      Usuń
  32. Przeczytałam post jednym tchem. Powiem Ci jedno-jesteś niesamowita!Podziwiam Cię, że tak długo wytrzymałaś w tym toksycznym związku. I powiem Ci jedno- nie masz sobie nic do zarzucenia. Próbowałaś mu pomóc, ale jeżeli osoba uzależniona nie podejmie leczenia, bliscy nie wiele mogą zrobic. Zmroziła mnie jedynie matka tego chłopaka, która w żaden sposób nie próbowała mu pomóc i jeszcze Ciebie obwiniała. Zapewne chciała po prostu zrzucic odpowiedzialnośc i pewnie poczucie winy na kogoś innego. Ściskam Cię serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślę. Nie potrafiła poradzić sobie z jedynym dzieckiem, więc próbowała mnie wykończyć. Dziękuję bardzo za miłe słowa i pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  33. Cieszę się, że mimo tego całego zła które doświadczyłaś, miałaś w sobie tyle siły, aby się podnieść i realizować własny plan na życie. ściskam mocno!
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Umieramy raz, a żyjemy codziennie, więc trzeba to na maxa wykorzystać :) dziękuję bardzo za miłe słowa i pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  34. Przyznam szczerze, że bardzo mnie poruszyła Twoja historia i z całego serca gratuluję Ci, że znalazłaś w sobie siłę i odwagę, aby się uwolnić od tej relacji.
    W swojej wcześniejszej pracy, wiele razy stykałam się z kobietami, które tkwiły w toksycznych związkach i choć wiele razy uciekały, to jednak wracały i dawały kolejną szansę. Dlatego wiem, jak trudny jest to temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ofiary nie znają już innego życia jak te z oprawcą, dlatego wracają. Jak napisałam potrzeba mnóstwa siły i odwagi, żeby zostawić to za sobą. Dziękuję bardzo za miłe słowa i pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
    2. To prawda, dlatego naprawdę podziwiam odwagę i cieszę się, że masz to już za sobą. Ściskam najcieplej Kochana :)

      Usuń
    3. Pozdrawiam cieplutko kochana :)

      Usuń
  35. Historia na pewno jest znana wielu osobom, przez niektóre może nawet jest utożsamiana z własnymi doświadczeniami ale nie każdy ma odwagę żeby o tym pisać. Podziwiam Cie, bo takich ludzi tutaj brakuje, takich, którzy głosno mówią, że POPEŁNIŁY błąd, ale nie będą się wymądrzać i doradzać.. takie jest życie, cóż.

    Mimo wszystko po tej mocnej historii uświadamiasz nam i pewnie sobie, że jesteś SILNA. Że mimo tak kiepskiego czasu, zmarnowanego życia wyciągasz lekcje z tej sytuacji. Mam nadzieję, że teraz będziesz ostrożniejsza, pewniejsza siebie i dumna. Dumna, że odeszłaś. Dumna, że pokazałaś - to ja tu rządze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak w dzisiejszym świecie brakuje ludzi, którzy potrafią przyznać się do błędu i będą upierać się przy swoim.

      Dziękuję za tak miłe słowa i pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  36. Hmm... Tak to w życiu wygląda, większość z nas była w związku który nie był dobrym pomysłem... i dobrze jeśli z niego się wyszło, gorzej jeśli w takim związku nadal ktoś jest. Życzę Ci dobra! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba mieć nadzieję, że ktoś, kto jest w takim związku, jednak się obudzi :)

      Usuń
  37. Odważna Z Ciebie dziewczyna. Podziwiam i gratuluję, bo musiałaś mieć bardzo dużo siły żeby się zebrać w sobie i z tym skończyć. Dobrze, że udało Ci się skończyć ten związek bo można śmiało powiedzieć, że D zabrał Ci sporą cześć życia. Ale jest to też jakaś nauka i jakieś doświadczenie. Z drugiej strony nie wiesz gdzie byś dzisiaj była i jakim człowiekiem byś była gdyby nie te kilka lat? Życie pisze takie scenariusze, że nawet nam się nie śni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie ma co żałować przeszłości. Nie mamy na nią żadnego wpływu :)

      Usuń
    2. to prawda. nie mamy na nią wpływu ale możemy z niej wyciągnąć lekcję dla siebie :)

      Usuń
  38. Przeszłaś naprawdę wiele, Twoja historia pomoże wielu osobom w podobnej sytuacji, nawet jeżeli Ty nie będziesz tym wiedzieć, jestem pewna. Brawa za odwagę, teraz i wtedy, Jesteś wielka,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taką mam nadzieję :) Nas ofiar jest wbrew pozorom dużo...

      Usuń
    2. Domyślam się, że dużo... Zaskakujące, jak wielu ludzi kryje w sobie ból i smutek. Jednak są też tacy jak Ty, którym udaje się stawić czoła ciężkim przeżyciom. To podnosi na duchu :)

      Usuń
  39. ..podziwiam Cię za szczerość i odwagę napisania o tym.. mam ogromny szacunek dla Ciebie i gratuluję uwolnienia się z tego 6-letniego toksycznego zwiazku.. jesteś niezwykle silna i odważna, bo dałaś radę ❣️
    ..każdy człowiek doświadcza przeróżnych rzeczy na swojej drodze.. a temat, który poruszyłaś jest mi nazbyt dobrze znany.. wspaniale jest zrozumieć, że się błądzi i odnaleźć swoją drogę ;)

    - pozdrawiam serdecznie i życzę pięknych chwil każdego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za piękne słowa! Twój komentarz jest dla mnie samą przyjemnością. Cieszę się, że ten temat jest dla Ciebie nie znany. To tylko świadczy o tym, że w życiu dokonujesz właściwych wyborów :) Pozdrawiam cieplutko 😘

      Usuń
    2. ..niestety, nie dokonywałam właściwych.. (nazbyt - za bardzo znany) .. dość długo to trwało u mnie,
      zbyt długo, zanim zrozumiałam i udało mi się 'wyjść na prostą' ale jestem szczęśliwa ^^ :)
      ..ogromnie się cieszę, że się nam udało ❣️ 😊

      - pozdrawiam Cie bardzo serdecznie i ciepło :)

      Usuń
    3. Wybacz kochana, przeczytałam "niezbyt znany" :( Cieszę się w takim razie, że udało Ci się wyjść na prostą i że jesteś szczęśliwa! To najważniejsze :* również ściskam cieplutko i jeszcze raz wybacz moją pomyłkę :)

      Usuń
  40. masakra.... ale i szacun dziwczyno! gratuuję że udało CI się od tego uwolnić, bo to jest naprawde ciężkie... ;) fajnie że CI się udało i że żyjesz sowim życiem ! :)

    OdpowiedzUsuń
  41. Gratuluję siły i odwagi. Niesamowicie podziwiam, że z tego wyszłaś. Twoją historię czyta się jak książkę i aż czasami dziwi, że takie rzeczy dzieją się naprawdę. Bardzo współczuję, że musiałaś przez coś takiego przejść i współczuję innym dziewczynom, które też tego doświadczyły albo wciąż doświadczają. Mam nadzieję, że staną na nogi tak jak Ty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam taką nadzieję :) trzeba pamiętać, że po każdej burzy wychodzi słońce :)

      Usuń
  42. Bo w życiu tak jest, że jak jesteśmy zakochani, to zapominamy o własnych ideałach, a przyjmujemy obiektu naszych westchnień
    Jesteś twarda dziewczyna
    Nałóg , narkotyki, to takie bagno które prowadzi w odchlań śmierci za życia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Używki nie rozwiązują problemów, ale rozwiązują związki, rodziny i życie.

      Usuń
    2. I bardzo trudno uciec z tego tanga...
      Kochana ♥️ musiałam dokonać kosmetycznych zmian w blogu
      przyblokowali mnie
      https://zolzatexa73.blogspot.com/

      Usuń
    3. Zaraz zerknę co tam odmalowałaś :)

      Usuń
  43. Trzeba miec duzo sily, zeby uwolnic sie z takiego związku. Podziwiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Wiara w swoje szczęście jest najważniejsza w takich chwilach :)

      Usuń
  44. No niestety to prawda że nie zawsze jest idealnie. Dobrze że sporo sie mówi o toksycznych relacjach, jest duży dostęp do wiedzy dzięki czemu zwiększa się świadomość.
    Brawo Ty, dobrze sobie poradziłaś. Życzę Ci wszystkiego dobrego:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ale wciąż za mało się mówi o tym, że w takich związkach tkwią również mężczyźni. Na szczęście wszystkie sie zmienia.

      Usuń
  45. Dziekuję, że się tym podzieliłaś.. Przeszłaś piekło, ale cieszę się, że z niego wyszłaś. Jak czytałam chciało mi się płakać. Szczególnie, że też byłam wrakiem człowieka choć w inny sposób... Mam nadzieje, że opowiedzenie tego w jakiś sposób Cię oczyści :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezmiernie miło jest mi czytać takie komentarze. Cieszę się, że również Ty odrodziłaś się na nowo :) Życzę Tobie samych szczęśliwych dni na samej górze, aby dno nigdy nas nie dosięgnęło 😘

      Usuń
  46. Nie wiem, co napisać. Bardzo mi przykro. Jako osoba dość racjonalna i z zasadami wiem, że taka "miłość" może się przydarzyć nawet, jeśli bardzo się ktoś swoich zasad trzyma. Też zdarzyło mi się zauroczyć w niewłaściwej osobie i "wybaczać". Ja miałam szczęście zakończyć to szybko, Ty potrzebowałaś więcej czasu. W każdym razie - bardzo rozumiem i życzę wszystkiego dobrego na przyszłość!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze, że mamy to za sobą :) Mam nadzieję, że obie wyczerpałyśmy limit pecha w swoim życiu i teraz tylko należy nam się szczęście :)

      Usuń
  47. Też mnie zastanawia to współuzależnienie, które zawsze występuje w związku z uzależnioną osobą. Prawie każdy uzależniony reaguje tak samo: twierdzi że zdradzasz, wszystko ma gdzieś, na wszystko macha łapą, ma gdzieś brud wręcz go lubi... Współczuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, a liczy się jedynie aby się naćpać lub wypić. Nic więcej.

      Usuń
  48. Podziwiam że potrafisz pisać takie osobiste rzeczy na blogu. Wszystkiego dobrego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blog jest częścią mojego życia, więc nie wyobrażam sobie, że mogłabym pisać tu tylko dobre rzeczy.

      Usuń
  49. Jest mi przykro,ze musiałaś przez to przejść. Twoja historia pokazuje ile człowiek może zrobic, przetrwac jak kocha, ale też, że każda miłość ma swoje granice - zwłaszcza jak opiera się na toksycznej relacji.Jak jestesmy zakochani możemy zrobic multum głupich rzeczy ( moze dlatego nigdy nie lubiłam poczatkowej fazy uczucia). Miłość sprawia ,że nieco inaczej patrzymy na kochanego przez nas człowieka- wybaczamy, dajemy szansę, wiezrymy,ze się zmieni. Ludzie często popełniają i beda popełniać ten błąd bo uczucie daje nam siły, aby przetrwać te trudne momenty. Gorzej jak kochany człowiek nic w kierunku aby wyjść z nałogu nie robi. Wtedy nasza walka jest walką z wiatrakami.
    Dobrze,ze pogodziłaś się z rodziną i masz przy sobie człowieka, który jest Twojej miłosci wart.

    cieplutko pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z perspektywy czasu wiem, że nigdy go nie kochałam. To było jakieś chore uzależnienie. Wiesz, że Alkohol cię krzywdzi, ale i tak pijesz. Wiele razy próbowałam mu pomóc wyjść z nałogu. Nie chciał, nie umiał. Niestety na siłę nikogo nie zmusisz.

      Usuń
  50. Najważniejsze, że znalazłaś w sobie siłę, by się z tego wyrwać, bardzo dobrze zrobiłaś! Masz prawo być szczęśliwa!

    OdpowiedzUsuń
  51. Już dawno nie czytałam tak prawdziwej i poruszającej historii, aż mi ciary przeszły, a na końc u łzy poleciały :(

    Kochana i to aż 6 lat ? :O
    szok i niedowierzanie jak niektórzy mogą ściągnąć nas w dół i jak długo można tkwić w takiej toksycznej relacji, widząc to i wciąż wracać...

    Ale każde doświadczenie nas czegoś uczy, każde jest po coś, teraz przynjamniej wiesz, jak powinna wyglądać prawdziwa, zdrowa relacja z facetem :)

    Szczęścia życzę :):*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Człowiek czasami budzi się za późno. Najważniejsze jednak, że się budzi :)

      Usuń
  52. Powiem tak. Czytając to byłam dosłownie wstrząśnięta przez co Ty musiałaś przechodzić.
    Żadna osoba, która tego sama nie doświadczyła z całą pewnością nie jest w stanie sobie tego wyobrazić. Dobrze, że miałaś siłę i odwagę, aby zerwać z tym człowiekiem wszelkie kontakty chociaż na pewno nie mogło to być łatwym zadaniem.
    Ja byłam świadkiem toksycznego związku i patrząc na to sama nieźle to przeżywałam,
    bo nic nie mogłam z tym tak naprawdę zrobić. Z czasem wszystko samo się poukładało,
    ale dużo emocji nawet mnie to kosztowało. Cytując Twoje słowa:
    "Jeśli podniósł rękę na Ciebie raz, jeśli zwyzywał Cię choć raz... Zrobi to znowu.
    Osoby takie nie mają szacunku do samego siebie i będą próbować pozbawić Cię go również. Takie osoby nie kochają Ciebie. Siebie też nie." Zgadzam się tutaj z Tobą w 100%.
    Śmieszy mnie tylko, że najlepiej całą winę ludzie zwalają na innych. Pozdrawiam!
    wy-stardoll.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka osoba wini wszystkich wokół, tylko nie siebie. Niestety. Cieszę się, że wszystko się poukładało. W końcu musi wyjść słońce :)

      Usuń
  53. Jak tylko przeczytałam, że słodko nie będzie, to poczułam dziwny smak w ustach. Ach, ile te baby wytrzymać potrafią!
    Pochwała oczywiście leci do Ciebie kochana za siłę i wyrwanie się z tego bagna zwanego współuzależnieniem. Toksyczna osoba, sprawa i tyle. Wiem, że w takich przypadkach bywa ciężko, ale bardzo dobrze zrobiłaś, zrywając kontakt. Osoba uzależniona, chora musi sama chcieć sobie pomóc, a i my nie jesteśmy zbawicielami, by wszystkich ratować (do tej pory mi z tym ciężko).

    Jeszcze raz to podkreślę: Cieszę się Twoim szczęściem i tym, że miałaś w sobie dość szacunku do samej siebie, jak i siły, by odejść i zacząć żyć normalnie. Należy Ci się to.

    Jak najbardziej się z Tobą zgadzam i życzę szczęścia. Gdziekolwiek.
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Nie możemy zbawić całego świata, kosztem własnego szczęścia. Dziękuję ślicznie :)

      Usuń
  54. znam uzaleznienie ale inne niestety nie zawsze mozna uciec czasem musisz tak zyc bo jestes dzieckiem. zwykle toksyczne zwiazki sa najbardziej glebokie niestety trzeba uciekac

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy jednak pojawia się pytanie do rodziców. Dlaczego pozwalają na to, aby cierpiały dzieci? Wiele razy słyszałam "odeszłabym od niego, ale szkoda dzieci". Dzieci szkoda, ale dlatego, że muszą na to wszystko patrzeć.

      Usuń
    2. Dokładnie. Rozsądniej czasem byłoby odejść.

      Usuń
  55. Każde przykre doświadczenia czegoś uczą ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, zostawiają lekcję na całe życie.

      Usuń
  56. toksyczne związki to cos najgorsze pod słońcem....

    OdpowiedzUsuń
  57. Brawo za odwagę napisania tak bardzo osobistych wyznań:)
    Życzę Ci już tylko samych dobrych, radosnych, szczęśliwych dni, chwil:)
    Serdeczności zostawiam na miły nowy tydzień:)
    Dziękuję kochana za odwiedziny na moim blogu, życzliwość i miłe słowa:)
    Dziś odwiedził mnie Wnusio z rodzicami, byłam przeszczęśliwa:):):)

    OdpowiedzUsuń
  58. Dobrze, że masz już to za sobą. I oczywiście kłaniam się nisko za Twoją odwagę tu to napisać. :*

    OdpowiedzUsuń
  59. Mogę się tylko domyślać jak trudny był to dla Ciebie wpis. Ciesze się, że mimo tych trudności sytuacja skończyła się pozytywnie i udało Ci się wyrwać z tego związku. najgorsze jak nas jeszcze próbują potem wpędzić w poczucie winy. Na to nie można sobie nigdy pozwolić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, oprawcom na tym najbardziej zależy. Żeby zniszczyć do końca.

      Usuń
  60. Smutna i ciężka historia. Mam nadzieję że wszystko będzie lepiej. Trzeba układać sobie życie i dobrze że udało Ci się powoli uwalniać od tego związku. Ja całe życie walczę z odrzuceniem i też nie było mi łatwo. Wiele osób ma
    swoje problemy i ciężki jest ten świat. Życzę Ci powodzenia i radonsych kolejnych dni :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ile ludzi tyle problemów. Każdy walczy ze swoimi demonami :)

      Usuń
  61. Niestety też miałam niejeden toksyczny związek :( Pozdrawiam i zapraszam na nowy post :) jusinx.blogspot.com.

    OdpowiedzUsuń
  62. Najgorsze są takie historie. Ludzi, którzy grają nam na emocjach. Którzy manipulują, niby przez przypadek, niby żałują, a wciągają nas na dno.
    Gratulacje, że tobie udało się z tego wyjść!

    OdpowiedzUsuń
  63. To wielka odwaga podzielić się tą historią tutaj przed praktycznie obcymi osobami, ale większą odwagą było to co zrobiłaś. Niestety byli, są i będą ludzie, którzy lubią kimś manipulować, wykorzystać albo razem ze sobą ściągnąć na dno. Ciężko jest wyjść z nałogu, ale się da. Jak sama napisałaś, potrzeba tylko tej chęci by z tym skończyć.
    Twoja historia jest smutna, mimo że ze szczęśliwym zakończeniem. Nikomu nie życzyłabym takiej sytuacji. Mam nadzieję, że teraz świetnie się czujesz, spełniasz się i chwytasz życie za rogi!
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz jestem w zdrowym związku, jestem szczęśliwa. Dziękuję za miłe słowa :)

      Usuń
  64. Hej, nie masz pojęcia jak bardzo pomożesz dziewczynom w toksycznych związkach. Zdobycie się na taką szczerość, zasługuje na ogromną aprobatę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że uda mi się pomóc choć jednej duszyczce :)

      Usuń
  65. Bardzo pomocny post. Doceniam, że odważyłaś się napisać o swoich doświadczeniach publicznie.
    Sama ostatnio rozstałam się z facetem. Mimo, iż nasza relacja była całkiem zdrowa (nie krzywdził mnie fizycznie), to jednak od pewnego czasu cierpiałam. Nie wspierał mnie, nie mogłam na niego liczyć. Niejednokrotnie słyszałam niemiłe słowa, choć nic takiego nie zrobiłam. Tak, jak Ty, ciągle byłam przy nim. Bałam się odejść, bo kochałam za mocno. Na szczęście oboje doszliśmy do wniosku, że powinniśmy się rozstać i tak też się stało. Dziś, po dwóch miesiącach czuję się dobrze, już nie płaczę co kilka dni. Wreszcie cieszę się życiem tak, jak powinnam już dawno.

    Carrrolina Blog-klik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To również nie jest zdrowe, jeśli słyszymy od drugiej osoby tylko niemiłe słowa. Dobrze, że się rozstaliście. Życzę Ci szczęścia :)

      Usuń
  66. Superb article, man!! you are really included a real advance area of knowledge I expect for may days. Hope you more article on it creates & let us to see.

    OdpowiedzUsuń
  67. Uwolnienie od rodziców, szybkie, ta chęć nieco zamyka nam oczy. Niestety, przemy do przodu i nie widzimy zagrożeń i nie dostrzegamy, że relacja jest toksyczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby to tylko zależało od mojej chęci uwolnienia się od rodziców, wyprowadziłabym się do innego miasta, a nie dwa domy dalej, więc raczej to nie tylko to.

      Usuń
  68. Pewnie napiszę banał i pewnie nie ja pierwsza, ale wszystko w naszym życiu dzieje się po coś. Ja też mam za sobą trudne relacje i jak już pogodziłam się z tym, że może "that's it"... to pach! pojawił się Pan Właściwy i wreszcie jestem szczęśliwa. Myślę, że gdyby nie poprzednie doświadczenia nie umiałabym go docenić, ani być dla niego partnerką, jakiej potrzebuje. Największa wartość to ta, gdy człowiek potrafi się podnieść z kolan, wyciągnąć wnioski i być silniejszym! Czego wszystkim serdecznie życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to :) Pozdrawiam serdecznie i życzę szczęścia!

      Usuń
  69. Dobrze, że znalazłaś w sobie siłę i odwagę by zakończyć to wszystko i opowiedzieć o tym na blogu, ponieważ może być to pouczająca historia dla innych. Mam nadzieję, że wiele dziewczyn w podobnej sytuacji również znajdzie w sobie taką siłę i odwagę.
    Wielkie brawa dla Ciebie i życzę już samych szczęśliwości!
    Pozdrawiam ciepło ♡

    OdpowiedzUsuń
  70. Jesteś świetną, silną osobą. Cieszę się, ze znalazłaś w sobie siłę, by to zakończyć - nawet jeśli zajęło Ci to kilka lat. Ja sama po sobie wiem, że było ciężko zostawić toksyczny związek, człowiek ciągle miał nadzieję, albo po prostu nie chciał widzieć tego zła. Ja z perspektywy czasu wiem, że gdyby nie siostra, która by mi nie powiedziała przez telefon "zostaw go" to prawdopodobnie bym tego nie zrobiła. Owszem, chciałam, miałam taki plan, ale potrzebowałam to usłyszeć od kogoś bliskiego.
    Myślę, że każda osoba, jeśli jest w takim związku, musi sama dojść do tego, by się zdecydować go zakończyć. Czasami oznacza to ogromny ból, musi upaść na dno razem z drugą osobą, albo po prostu zostać zraniona. Niestety.

    Cieszę się, że obecnie jesteś szczęśliwa :)

    OdpowiedzUsuń
  71. Brawo za odwagę, inne kobiety które żyją w toksycznych związkach powinny brać z ciebie przykład :)
    „Zapraszam także do siebie na nowy post - KLIK

    OdpowiedzUsuń
  72. Ciekawa historia...

    Również swojego czasu byłam uzależniona od swojego faceta, w sumie o ile można go tak nawzwać. Gdy byliśmy razem był czuły i miły a gdy byliśmy razem nigdy nie pokazał że jestem jego dziewczyną. Zmarnowałam 3 lata na faceta, który nigdy nie powiedział mi że mnie kocha. Wykorzystał mnie. Po 3 latach związał się z moją koleżanką, po pół roku ich związku oświadczył się jej, gdzie u mnie przez 3 lata nie zrobił tego kroku...
    Toksyczna miłość i własna głupota...Setki przepłakanych nocy i dni. Na szczęście to już za mną :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każde odwiedziny i każdy komentarz. Szukam stałych czytelników, więc z miłą chęcią odwiedzę Wasze blogi :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Factory of memories , Blogger